OBLICZA MIŁOŚCI

Dzisiejsze moje rozważania dotyczą miłości.

Czym tak na prawdę jest dla mnie miłość? Dlaczego cały świat kręci się w poszukiwaniu szczęścia w dwóch obszarach miłości i pieniędzy?

Czym jest miłość i co daje nam prawdziwe szczęście w życiu?

Te i wiele innych pytań wciąż zajmuje moje myśli.

Co znaczy zdanie STAĆ SIĘ MIŁOŚCIĄ?

A wreszcie, dlaczego poszukujemy nieustannie miłości na zewnątrz?

 

Włącz relaksującą muzykę, nabierz kilka głębszych oddechów. Zamknij oczy i wróć pamięcią do miejsca, w którym pierwszy raz poczułaś/-łeś miłość. Zanurz się w tym doświadczeniu całą sobą. Co to było za uczucie? Czego ono dotyczyło? Czy na pewno było związane z drugim człowiekiem, czy może pokazało się jako głębokie zaspokojenie Twojego osobistego pragnienia, Twojej osobistej ciekawości świata?

Przerwij czytanie. Włącz muzykę ⬇⬇⬇. Zatrzymaj się na chwilę.

Zacznij ponownie przemierzać wzrokiem tekst, kiedy dotrzesz do swojego miejsca prawdy o miłości, kiedy powrócisz do swego wewnętrznego dziecka.

Kiedy ja wracam wspomnieniem do tego miejsca, moje uczucie miłości kotwiczy się w radości doświadczania. W radości doświadczania świata, życia, badania, eksplorowania i sprawdzania co sprawia mi przyjemność. Podkreślę słowo ,, Mi” nie drugiemu człowiekowi. Kiedy byłam małym dzieckiem,  wszystko mnie zachwycało. Nie bałam  się wyrażać miłości.Byłam spontaniczna, nie oczekiwałam niczego w zamian. Kochałam siebie, bez oceny.

Kiedy byłam małym dzieckiem, takim które jeszcze kocha się bezwarunkowo ( ponieważ jest małe i nie ma swojego zdania), wyrażałam poprzez swoje ciało całą paletę emocji. Kiedy kochałam, kochałam całą sobą. Kiedy miałam problem lub coś było dla mnie trudne płakałam, krzyczałam, wpadałam w złość. Kiedy tworzyłam, tworzyłam całą sobą.

 

CO SIĘ ZE MNĄ STAŁO?

Kocham takie powiedzenie, które teraz powtarza ciągle jedno z moich młodszych dzieci:

  • Brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko.

To ważne zdanie o tyle, że ja byłam wzorem czystości jako dziecko.

Pamiętam pewne wakacje. Piękna, słoneczna pogoda, spacer nad brzegiem morza. Śpiew ptaków, zapach smażonych ryb. Pamiętam ten obraz tak dokładnie. Czuję go każdą komórką mojego ciała. W pobliżu moi rodzice, ich znajomi z dziećmi. Dzieciaki szalały jak opętane, śmiały się, wygłupiały, dostały jakiejś nie zrozumianej dla mnie głupawki. I ja…grzeczna, ubrana na biało, nienagannie czyściutka. I ta rozmowa, kiedy rodzice przechwalali się przed swoimi znajomymi, że jestem taka bielutka i czyściutka, kiedy ich dzieci są mokre i brudne do granic możliwości.

Mam ten obraz wciąż przed oczami.

Zastanawiam się kiedy zgubiłam siebie? Jaki to był dokładnie moment? Kiedy przestałam wierzyć w siebie, kiedy zaczęłam zastanawiać się, czy to co czuję spontanicznie jest właściwe? Kiedy nastąpił ten moment, w którym poświęciłam siebie dla dobra ogółu, bliskich, norm społecznych, przekonań? Kiedy stałam się wylękniona, przestraszona, pełne sprzeczności? W jakim momencie? Kiedy skapitulowałam i przestałam być, jak to nazwali moi rodzice krnąbrną indywidualistką. W jakim momencie sie poddałam?

W jakim momencie życia zamroziłam swoje marzenia, pragnienia, spontaniczną radość dziecka? Kiedy zatrzasnęłam szufladę pełną prawdy, kreacji, pragnień? W którym momencie doświadczenia i przekonania narzucone przez bliskich i otoczenie, dały mi do ręki klucz, którym na zawsze zamknęłam szufladę pełną pragnień duszy?

Dla każdej z nas będzie to inny moment. Każda z nas wyruszyła we własną podróż. Każda z nas została wyposażona w inne narzędzia, które pomagają w tej podróży wytrwać i zebrać ważne dla nas doświadczenia. Każda z nas przejechała dłuższą lub krótszą  drogę.

Byłam bardziej lub mniej zmęczona, bardziej lub mniej poraniona. Z każdym dniem traciłam niewinność dziecka. Gromadziłam urazy i już nie przebaczałam. Osądzałam i zamykałam się na dialog. Z czasem wszystkie moje doświadczenia, najdrobniejsze zdarzenia i ich konsekwencje uświadomiły mi, że nie jest bezpiecznie być kimś, kim jestem na prawdę. Zamknęłam się na miłość.

 

Życie dało mi dokładnie to, czego potrzebowałam do własnego rozwoju. Choć bardzo trudno to zaakceptować, ludzie byli i są moim lustrem. Kiedy to zauważyłam, przeżyłam swoistego rodzaju szok. Już nie mogłam mieć wymówki, że to oni mnie krzywdzą, że to inni są winni, że to oni mnie nie kochali, że to przez nich mam traumy, niskie poczucie wartości. Już nie mogłam mieć wymówki, że oddaje moim dzieciom to co dostałam, bo tak zostałam zaprogramowana i takie mam kody rodowe.

 

Największym krokiem, który mnie  przebudził był moment, gdy stanęłam przed lustrem i zobaczyłam siebie prawdziwą, z całym bagażem doświadczeń, ale też z prawdą o tym, że nie wolno mi krzywdzić siebie i innych. Kiedy z pełną odpowiedzialnością, przyznałam się do wszystkich faktów. Kiedy zrozumiałam prawo przyciągania. Gorzko wtedy zapłakałam. Obiecałam sobie wtedy, że już nigdy siebie nie skrzywdzę. Obiecałam, że zrobię wszystko, żeby nauczyć się myśleć, mówić, żyć inaczej. Obiecałam, że dam sobie prawo do MIŁOŚCI. Do tego aktu prawdziwej miłości do siebie samej.

Wyruszyłam w drogę. Jestem w tej podróży do tej pory. Każdego dnia odnajduje ważny element siebie. Jestem uważna, cały czas trwam w nauce życia.

 

Każda z nas kieruje pojazdem jakim jest ciało, umysł i dusza. Każda z nas wlewa paliwo o takiej jakości na jaką jest gotowa i skupia uwagę na obszarach dla niej ważnych. Każda z nas decyduje jakich pasażerów zabiera ze sobą, a których z miłością żegna. Każda z osobna decyduje o tym, w co wierzy, jakie ma przekonania na temat siebie, innych i życia. Każda z nas sama decyduje, czy zostaje w miejscu, które jest trudne, lecz znajome. Czy wyrusza w podróż pełną nieprzewidywalnych, czasem trudnych , a nawet bardzo skrajnych doświadczeń, prowadzących w konsekwencji do odnalezienia prawdy własnego istnienia.

Jedno jest pewne. Wszystkie mamy pragnienia. Wszystkie czujemy, gdzieś głęboko, że pragniemy miłości, uwagi, spokoju, lekkości, łatwości, dobrego życia w dostatku. Wszystkie gdzieś głęboko w trzewiach czujemy, że jest taki twórczy element w nas, którego nie możemy zignorować. Zignorowanie grozi frustracją, ciągłym stresem, depresją, brakiem chęci do życia. Odnalezienie tego elementu, pomoże nam nieść więcej miłość dla siebie, bliskich i świata.

Pierwszym pomysłem jaki miałam, było odnalezienie drugiej połówki na zewnątrz i wyrwanie się z domu.  I w taki sposób nie pierwszy już raz trafiłam na rondo życia. Wszystko czego mi brakowało, próbowałam zrekompensować oczekiwaniami w stosunku do partnera. A kiedy okazało się, że on również wszedł do związku ze swoimi lękami, traumami i oczekiwaniami, wszystko legło w gruzach.

 

A jak to się ma do największego pragnienia ludzkości czyli partnerstwa, miłości, związku z drugim człowiekiem?

Główną zasadą dobrego związku partnerskiego jest to, aby poszukać drugiej utraconej połowy w sobie i z tego miejsca wejść do związku. Związek to spotkanie  dwóch całości. To pełnia. To brak przywłaszczenia, miejsce na wolność decydowania o sobie. To zaufanie.

 

Wszyscy cierpimy na ta samą chorobę duszy.Lęk, strach, paraliż emocjonalny, ograniczenia, brak wiary, niemoc sprawczą. Dostajemy go w podarunku od najbliższych ( rodziców, dziadków a nawet dalszych pokoleń). Jesteśmy jak na taśmie produkcyjnej. Szkoła dokładnie nas formuje w jednakową, niczym nie wyróżniającą się masę myślową. Czy mamy miejsce na kreacje? Indywidualizm? Zaspokajanie własny pragnień?

Dlaczego tak dużo piszę o pragnieniu?

Ponieważ to ono zostało mi wydarte z korzeniami.

Długie lata nie miałam w sobie mechanizmu PRAGNIENIA. Dopiero w wieku 38 lat zorientowałam się, że ja nie umiem gorliwie pragnąć. A kiedy się w tym zanurzyłam, okazało się, że jest to mechanizm, który blokuje nie tylko mój rozwój ale przede wszystkim mój sukces zawodowy.

Jest tylko jeden obszar, w którym, nie pozwoliłam mocy mojego pragnienia wygasnąć. To obszar miłości. Pragnęłam stworzyć prawdziwą, dużą rodzinę, bez względu na koszty. Uczepiłam się kurczowo myśli, że na ugorze można znaleźć kwitnący kwiat. I ja go znajdę.

System RODZINA jest dla mnie jednym z najpiękniejszych, a zarazem najtrudniejszych doświadczeń w drodze do odnalezienia siebie autentycznej.

W moim osobistym doświadczeniu,  mama była największym strażnikiem mojego wewnętrznego rozwoju. To najtrudniejsza z relacji, które do tej pory dane mi było przeżyć. To też relacja, która zabijała mój związek z samą sobą, co za tym idzie, zabijała wszystkie moje związki partnerskie. To też relacja w której najbardziej poznałam siebie.

Relacja rodzic-dziecko nigdy nie jest równa. Często rodzic żąda oddania całego swojego wkładu za wychowanie, a dziecko bezbronnie wpada w poczucie winy i wjeżdża swoim pojazdem na rondo, z którego nie widzi wyjścia. Jeździłam po tym rondzie 34 lata. Czułam takie osamotnienie, które trudno znieść. Próbując wyjechać z ronda na siłę, wpadałam w coraz to dziwniejsze związki, aż w konsekwencji zostałam żoną, mamą chorego dziecka a następnie rozwódką. Mama klaskała, przypominając mi, jaka to jestem beznadziejna i jak spaprałam sobie życie , bo mam taki charakterek.

 

Pewnego dnia coś we mnie pękło. W moim życiu nastąpił przełom.

Dlatego pozwalam sobie napisać o miłości.

W 2011 roku zebrałam wszystkie siły, cały zapas wiary w siebie, który mi jeszcze pozostał i wyprowadziłam się z dużego domu rodzinnego do małego mieszkanka. Spakowałam siebie, dziecko i cały arsenał traum, zwątpień oraz obaw w dobrej wierze, zapakowany do mojej walizki przez rodziców.

Podjęłam decyzję walki o swoje życie i o życie mojego dziecka. Przez rok dochodziłam do siebie.

Budowałam związek, ze samą sobą.

Pewnego dnia, kiedy siedziałam w parku z dzieckiem, modliłam się do Boga, żeby pokazał mi drogę. Powiedziałam mu, że moim największym marzeniem jest duża rodzina. Zaczęłam też z nim prowadzić dyskusję, że niby chcę, ale…jestem już za stara na urodzenie dzieci, że przecież nikogo nie znam, a decyzja o dzieciach to poważny krok w dalszy etap życia. I takie tam różne myśli spływały mi do głowy, dyskutując zaciekle z Bogiem.

Pamiętasz jednak, co pisałam wcześniej o pragnieniu serca? Ono jest mocniejsze od naszego Ego.

Uważaj o co prosisz, bo możesz to dostać.

Nie długo musiałam czekać. W prezencie od życia dostałam wspaniałego partnera ( wdowca) z dwójką małych dzieci. Wtedy Kacper mój syn miał 11 lat, Amelka 1,5 roczku, a Gabryś 4 latka. To była odważna decyzja. Dzisiaj Kacper ma 17 lat, Amelka 7 a Gabryś 11.

Pomyślisz, że miałam szczęście? Zapewne tak. Ale jak powiedziałam, poprosiłam o rodzinę, bez względu na koszty.

To najwspanialsze lata mojego rozwoju. To najwspanialsza decyzja w moim życiu. To piękny związek pięciu dusz, który uczy mnie bycia łagodną dla siebie, który daje przestrzeń na indywidualizm, każdej duszy z osobna. To tu poznaję czym tak prawdziwie jest miłość. Od sześciu lat mam  Dom, w którym mieszka MIŁOŚĆ, wyrozumiałość,partnerstwo, pragnienie, wolność, zrozumienie, wsparcie, pomoc, ostoja,szczerość,jedność,szczęście, radość, przyjaźń. Mieszka w nim też życie, przebaczenie, uważne rozwiązywanie konfliktów, szacunek, porozumienie, akceptacja, pozwolenie na wyrażanie emocji.

Z tego pięknego miejsca mogę kreować i pokazywać światu swoje talenty oraz z pokorą dzielić się swoim doświadczeniem z innymi.

Czy warto było przejść tą całą trudną drogą do tego miejsca? TAK.

Czy dałabym radę jeszcze raz przejść tą ścieżką rozwoju? Obawiam się, że NIE.

 

 

SZCZĘŚCIE NIGDY NIE PRZYCHODZI Z ZEWNĄTRZ.

Rzeczywistość jest Naszym lustrem. Moja rodzina każdego dnia pokazuje mi, jak dużą pracę wykonałam w miłości do siebie samej.

 

Chcę pokazać Ci drogę do zmiany. Polecam cztery piękne książki:

,, Ścieżka miłości” Don Miguel Ruiz

,, Sztuka bycia sobą” Leo F. Buscaglia

,, Czterdzieści zasad miłości” Elif Shafak

,,Żyć w równowadze” Wayne W. Dyer

 

Kasia